|
tekstyliana twojej sukience kłębią się koronki. czuję zapach oliwek, patrzę, jak barwi fałdy, sploty, powoje i girlandy. powiedz, gdzie dostałaś takie ciuchy, co dotknięte brudną kroplą rozkwitają i sypią po szwach cekinami? chciałbym wrastać w ciebie, jak one. ukorzeniać atłas bluzki. oplatać, wypuszczać pędy na biodra i piersi. piąć się po kozakach sznurowanych w sportowe paski, przetykać łodygami wstążkę we włosach, zarastać rozpięty sweterek w duże, wełniane oka. tłok, a ty się pchasz. masz szczęście, że takim jak ty łokci się nie wybacza, tylko nadstawia drugi bok. być blisko, bliżej, choćby zabolało. wejść głęboko w tłum, przepchać, otrzeć, oprzeć się, nie oprzeć się pragnieniu, i zapłodnić oczy choć na chwilę, i rękaw rozgrzać na tobie wyobraźnią, że to nie tramwaj, że nie poręcze sterczą, nie drzwi otwierają, nie ludzie tłoczą, nie świetlówki szepczą, nie przystanek, nie zwalniaj. nie wychodź. a na zewnątrz wierszyć się nie chce - uliczny szlam wżera się w kolejne pory roku. teraz mamy grudzień, co bieli się solą na butach - sypią ten słony tropik na asfalt, więc nie dziw się, kochanie, (mogę tak cię nazwać?) że wszystko taje. robią nam z miasta jeden wielki topik. zaczerpnijmy go w buty i chodźmy. palce u naszych stóp będą czyste i zimne, jak te, które widuje się w chłodniach. si-tacuisses 2005-12-08 02:30:45 skomentuj (0) |
||||
|