|
melanżkoreczki były, owoce i coś co nie wiem jak się nazywa, schodami w dół, za strzałką dance, chill i toalety. tylko napoje trzeba było odpłatnie, ale co tam, sześć złotych nie majątek, wyłożę za kolegę, się wie. a kolegów tłumy i tuziny tuzów z branży wspaniałych. przysiadam bez pytania o nastrój. ktoś się pnie, ktoś inny poleciał jak z pracy, wiesz, raz na wozie, a propos, widziałam jak parkujesz, lansik, nie powiem. robi się gęsto, robi się pusto. ruszasz ustami, rybo, zmięte słowa brzmią niemo w rytmie modnego elektro. staram się jak mogę, łowię strzępy zdań, wątek tonie, za to efekt, efekt zadziwia – zaczynamy się rozumieć. genialne! niech zatem didżej zje to, co nas dzieli, niech zmiesza w czarnym winylu nasze drogi i horyzonty, twojego Chomsky'ego spuentuję Ratzingerem i dalejże ściskać się w tańcu. w stolicy zwą to ponoć melanżem, więc niech będzie melanż. komplementy sypmy jak bilon, bierzmy za dobrą monetę i szczerze wzruszajmy ramionami. ale właściwie przyszedłem się tu najeść, ewentualnie spisać w toalecie. szkic wkładam w kieszeń i wychodzę. oddycham. si-tacuisses 2005-06-18 23:51:25 skomentuj (0) |
||||
|