da capo al fine



niedziela, szesnasta. nie, jeszcze nie wracam.
skręcam z Kościuszki w kierunku Szyperskiej,
kret ryje głęboko pod Placem Wolności,
podobno wywożą stąd ruchome piaski.

radio zet. niech będzie. gra na moich falach.
wszystko jest tu w c-dur: melodia, mądrości.
zatykam się. wsłuchuję. tego było trzeba,
bo gra bez metafor i zawsze znajomo

no właśnie – znajomo. wiesz, czemu nie wracam?
mijam cię jak refren, jak mantrę da capo?
bo zdarza mi się jeszcze przetkać miód i słyszeć
wściekłość, jak u Orffa. lub traumę Barbera.

"uwierz mi, naprawdę musiałem cię okłamać" –
wysyłam wiadomość i myślę, czy kupisz
kiepski refren zdrajcy, który przecież w końcu
jednak obiecuje, że to przedostatni...
przysięga, że to więcej na pewno się
powtórzy.

si-tacuisses 2005-06-06 17:26:34
skomentuj (0)