|
* Świt. Zimne światło kładzie noc na talerz i kroi ją szkłem. To boli. Pobłogosław ten posiłek i naucz nas dzielić się czymś takim. si-tacuisses 2008-12-02 22:45:02 skomentuj (0) google tłumacz zaprzysięgły Jeśli korzysta ten post, proszę rozważyć zostawic komentarz lub zapisać się do paszy i uzyskać przyszłości artykuły dostarczane do swojego czytnika kanałów. si-tacuisses 2008-08-01 01:01:30 skomentuj (0) przepis na powrót w SQ za chwilę poczujesz, jakbyś schodził do brzucha krowy o trzech żołądkach. to za chwilę. a teraz chłoń jej poskręcane, rozczłonkowane cielsko ze wszystkich stron. z dawnej fabryki została tylko ceglasta skóra o bruzdach zabliźnionych wapnem i komin zaczopowany latarnią, jak u głębinowej ryby, która wystawia wabik na odkrywców trzewi świata. daj się rozgryźć, bez obaw, potem nastaw ucha - chwyć rytm, który wciąga do wnętrza jak oczy węża. dum, dum, matczyne tętno wspina się po schodach. dum, dum, każdy krok jak skurcz w jej przełyku. na samym dnie puls jest już znajomy, czujesz go od stóp do głów. patrzysz, jak marszczy szklanki w drżące, koncentryczne koła, jak radar. pamiętasz? przecież znasz ten puls - swego czasu był dla ciebie kosmosem. dziś gra głęboko, gdzieś u nasady czaszki. wystarczy tam zejść, wejść w rozedrgany tłum, co wije się i mnoży we frykcyjnym tańcu. zamknij oczy, zaciśnij piąstki. jest ciemno i ciepło. tuż obok tulą się larwy twojego rodzeństwa. naciśnij membranę głośnika - ona poczuje, jak kopiesz. szepnij „mamo”. wróciłeś. si-tacuisses 2006-01-07 16:33:01 skomentuj (0) tekstylia na twojej sukience kłębią się koronki. czuję zapach oliwek, patrzę, jak barwi fałdy, sploty, powoje i girlandy. powiedz, gdzie dostałaś takie ciuchy, co dotknięte brudną kroplą rozkwitają i sypią po szwach cekinami? chciałbym wrastać w ciebie, jak one. ukorzeniać atłas bluzki. oplatać, wypuszczać pędy na biodra i piersi. piąć się po kozakach sznurowanych w sportowe paski, przetykać łodygami wstążkę we włosach, zarastać rozpięty sweterek w duże, wełniane oka. tłok, a ty się pchasz. masz szczęście, że takim jak ty łokci się nie wybacza, tylko nadstawia drugi bok. być blisko, bliżej, choćby zabolało. wejść głęboko w tłum, przepchać, otrzeć, oprzeć się, nie oprzeć się pragnieniu, i zapłodnić oczy choć na chwilę, i rękaw rozgrzać na tobie wyobraźnią, że to nie tramwaj, że nie poręcze sterczą, nie drzwi otwierają, nie ludzie tłoczą, nie świetlówki szepczą, nie przystanek, nie zwalniaj. nie wychodź. a na zewnątrz wierszyć się nie chce - uliczny szlam wżera się w kolejne pory roku. teraz mamy grudzień, co bieli się solą na butach - sypią ten słony tropik na asfalt, więc nie dziw się, kochanie, (mogę tak cię nazwać?) że wszystko taje. robią nam z miasta jeden wielki topik. zaczerpnijmy go w buty i chodźmy. palce u naszych stóp będą czyste i zimne, jak te, które widuje się w chłodniach. si-tacuisses 2005-12-08 02:30:45 skomentuj (0) krople dla A. słowa łażą jak koty. napowietrznie ważą łapy, jakby niepewne przysłowia o kocim spadaniu. beton bywa twardy, można też wsadzić łapę w oko sieci i utknąć w płynnym kamieniu. dlatego każde słowo warto obrócić trzykrotnie, wylać i zaczekać, aż zakrzepnie w skałę. i nie ma purpurowej ciszy - jest białe czekanie. czujemy się w nim nawzajem jak ryby w szkle. pływamy w zakamarkach, szukamy swoich cel - jedno u drzwi, drugie zatrzaśnięte. zaklinasz: tabu, nawet nie pukaj, a jednak chcę usłyszeć lament pękających zasuw. trzask, pryska sieć prętów, prawda oślepia, pewność w twoich oczach słania się, gdy mówisz: nie wejdziesz, znam cię. tak, znasz. nie wchodzę. wstyd sznuruje nam usta, słowa już tylko kapią, pauzy rosną w pożegnanie. te krople potrzebują epok. wypłynę stalaktytem, odrośniesz stalagmitem. coraz niżej, coraz wyżej. ty w niebo, ja w ziemię. ku spotkaniu, kiedyś. si-tacuisses 2005-11-24 01:16:09 skomentuj (1) pięć stów nie było jeszcze zupełnie ciemno, choć październik wziął się już za zapalanie lamp w kaplicy madonny opiekunki dróg. zmiataliśmy z dziećmi w stronę domu aż liście fruwały. było jakoś koło siódmej. jeszcze godzinę temu kicz mierzył tu suknie wieczorowe z błagalnych, wotywnych liści. teraz w samochodzie mrok. po szybach łaziły zielone bliki. można by dołożyć muzykę, gdyby nie wlokące się wkoło cyferblatu negocjacje z pasażerką tylnego fotelika. tomcio paluch czy czerwony kapturek? tutaj za chwilę powinien być zakręt. słoń bombik. a może ta fajna z wilkiem? dobra, zwalniam do 80-ciu, redukcja. nie z wilkiem, bo ona chce słonia bombika. dwoje ślepi z przeciwka. zgaś te długie. słoń został w domu, przykro mi kochanie. zgasił. ale jakoś dziwnie jedzie, cholera. nie zdążyła zapłakać. strzał ściął ciszę. w głowie scenariusze, w uszach dzwon, zanim gałki oczne nadążyły z reakcją i rzuciły się w lewo, w lusterko, za sprawcą. nie ma lusterka. nie ma sprawcy. kurwa. pięć stów za przybicie piątki ze śmiercią. ta rysa na szybie - już nie do wytarcia, a reszta wisi na bardzo cienkim drucie. si-tacuisses 2005-10-24 01:09:49 skomentuj (0) stąd do innych kawa, słońce i kwiaty. ta pierwsza chlapie na zwrotnicach, choć ciągle stawiam łyżeczkę jak falochron. słońce pruje w górę aż nitki idą ze sztucznych kwiatów. za oknem zapyla poranek. uwielbiam zaczynać dzień od krótkiej zapaści w siebie. kolegów puszczam tym o szóstej, potem zwalam na budzik i żyję, zanim Warszawa nie wsadzi szklanych paluchów w nie swoje niebo. "wszyscy moi przyjaciele umarli. mam 83 lata i wokół siebie ludzi co najwyżej życzliwych." ja mam trzydzieści, znam siebie i ten kawał gazety, wszystko inne jak grafitti na wschodnim przy 140-tu. i żeby chociaż starli ten syf z okna, żeby chociaż drzwi zamykali za sobą i kible myli, bo tak, to tylko łomot między wagonami i słońce na przemian oślepia i maluje na szybie mój portret. trochę przeżarty rdzą. si-tacuisses 2005-06-29 01:47:32 skomentuj (2) melanż koreczki były, owoce i coś co nie wiem jak się nazywa, schodami w dół, za strzałką dance, chill i toalety. tylko napoje trzeba było odpłatnie, ale co tam, sześć złotych nie majątek, wyłożę za kolegę, się wie. a kolegów tłumy i tuziny tuzów z branży wspaniałych. przysiadam bez pytania o nastrój. ktoś się pnie, ktoś inny poleciał jak z pracy, wiesz, raz na wozie, a propos, widziałam jak parkujesz, lansik, nie powiem. robi się gęsto, robi się pusto. ruszasz ustami, rybo, zmięte słowa brzmią niemo w rytmie modnego elektro. staram się jak mogę, łowię strzępy zdań, wątek tonie, za to efekt, efekt zadziwia – zaczynamy się rozumieć. genialne! niech zatem didżej zje to, co nas dzieli, niech zmiesza w czarnym winylu nasze drogi i horyzonty, twojego Chomsky'ego spuentuję Ratzingerem i dalejże ściskać się w tańcu. w stolicy zwą to ponoć melanżem, więc niech będzie melanż. komplementy sypmy jak bilon, bierzmy za dobrą monetę i szczerze wzruszajmy ramionami. ale właściwie przyszedłem się tu najeść, ewentualnie spisać w toalecie. szkic wkładam w kieszeń i wychodzę. oddycham. si-tacuisses 2005-06-18 23:51:25 skomentuj (0) da capo al fine niedziela, szesnasta. nie, jeszcze nie wracam. skręcam z Kościuszki w kierunku Szyperskiej, kret ryje głęboko pod Placem Wolności, podobno wywożą stąd ruchome piaski. radio zet. niech będzie. gra na moich falach. wszystko jest tu w c-dur: melodia, mądrości. zatykam się. wsłuchuję. tego było trzeba, bo gra bez metafor i zawsze znajomo no właśnie – znajomo. wiesz, czemu nie wracam? mijam cię jak refren, jak mantrę da capo? bo zdarza mi się jeszcze przetkać miód i słyszeć wściekłość, jak u Orffa. lub traumę Barbera. "uwierz mi, naprawdę musiałem cię okłamać" – wysyłam wiadomość i myślę, czy kupisz kiepski refren zdrajcy, który przecież w końcu jednak obiecuje, że to przedostatni... przysięga, że to więcej na pewno się powtórzy. si-tacuisses 2005-06-06 17:26:34 skomentuj (0) morfa Czy jeden wieczór spędzony twórczo może pchnąć człowieka w stronę twórczego życia? Dukaj pisze o morfach. Morfa silniejsza zwycięża, ale to my decydujemy, która morfa staje się silniejsza. A zatem - czy wystarczy jeden wieczór? Czy potrzeba tygodnia, miesiąca roku? A może jest tak, że twórczy wieczór zrodzi twórczy tydzień, twórczy tydzień - miesiąc, rok, dekadę? Wystarczy uwierzyć, wystaarczy dać się zawładnąć tej morfie i uznać ją za własną. Reszta pójdzie siłą rozpędu. si-tacuisses 2005-01-04 23:53:28 skomentuj (4) bum "lubię zderzenia sacrum i profanum". pytanie tylko, na ile zderzeń wystarczy sacrum. si-tacuisses 2004-12-27 17:54:48 skomentuj (2) rozpracowałem się kurczę, lubię tę robotę. jest męcząca, męczące jest jeżdżenie do wsi warszawa, ale lubię to. obserwuję sobie prezentacje. najpierw wstęp, zazwyczaj Janusza albo Piotra. potem cyferki i wykresiki. i gdy zbliża się moje wejście, czuję radochę. wynajduję w głowie smaczki, które trzeba podkreślić. wyłapuję paradoksy. przybieram postawę - rzeczowość i pewność siebie. żart niezbyt częsty, uśmiech tylko tam, gdzie trzeba, oczywiście ze spojrzeniem prosto w oczy dla każdego, gratis. nikt nie może zostać pominięty. prawdziwe roztargnienie, podkreślone w wyreżyserowany sposób. drobne błędy nastawione na wzbudzenie sympatii. ech, chciałbym, żeby za każdym razem była to prawda... si-tacuisses 2004-12-10 16:14:03 skomentuj (1) szczery jak Kuczma Od początku kryzysu na Ukrainie nic mnie nie kopnęło tak, jak ten niewinny cytat: "Odchodzący prezydent użył także argumentu, że Rosja z bólem zgodziła się na powtórkę całych wyborów, i to maksimum kompromisu, na który może pójść Kreml otwarcie popierający w czasie ostatniej kampanii wyborczej nad Dnieprem kandydata obozu władzy premiera Wiktora Janukowycza." Gramy w otwarte karty, panowie. si-tacuisses 2004-12-02 21:29:13 skomentuj (1) uwagi na wagę Stadko zagranicznych w Starym Browarze. I w związku z tym myśli dookoła tych zagranicznych i architektury samego Browaru. Bo: jeśli oni są z tych pięknych miast Zachodu i Południa, jeśli ich oczy już wszystko i wogóle, to cóz w nich może wzbudzić widok choćby i dobrej, choćby i z lekka industrialnej, choćby i nowatorskiej tutaj, u nas... Bo przecież nie pierwsza to dobra i industrialna w ich oczach. I zaraz rzut mojego tym razem oka za okno wspaniałej architektury Browaru wpada w ciasne, zadymione i obwieszone gaciami podwórka Półwiejskiej. I zaraz myśl - ze przecież gdybym ten obraz teraz zatrzymał, to miałbym gotowy materiał na Grand Prix World Press Photo (no, może przesadzam). No to jak - może ich trzeba właśnie takim prądem razić, prądem w architekturze rzecz jasna, nową stylizacją na arytmię okien, suchoty kominów i grzybowate rzeźby mieszkańców? Kto wie. si-tacuisses 2004-11-28 18:37:44 skomentuj (0) cytat dnia za nieszufladą: "idę oglądać ostrego parnasa. jak jeden poeta wchodzi drugiemu w zdanie." [(c) Marcin Jagodziński, Maciej Woźniak, respekt] si-tacuisses 2004-11-23 23:48:22 skomentuj (1) tabu trzyma jak grypa i w ogóle nie chce przejść przez myśl. już chyba prędzej przez gardło, ale tylko tak jak flegma przez granicę dobrego smaku – stoimy na niej ością. lecą te liście, wiatr, deszcz, wszystko jak należy. nastrój jest jakbyś zamówił, nic tylko zapalać i odjeżdżać nogami, ale naprzód chciałoby się chociaż zdać sobie sprawę. albo i innym. nie ma tak łatwo. tak raczej nie wypada. nawet jak raz wypadł – to ciszej nad tą cholerną poduszką strażacką. bo on co, niby nie wiedział, że my tutaj jesteśmy chwilowo nieśmiertelni? si-tacuisses 2004-11-02 20:41:44 skomentuj (4) KS ...A w kwestii kary śmierci pozwolę sobie na luksus nie posiadania własnego zdania. Dzięki temu jedyna plama na moim światopoglądzie będzie przynajmniej białą plamą. si-tacuisses 2004-10-22 11:19:29 skomentuj (2) porządek w głowie musi być Natura nie znosi próżni. Jest klęska, musi być także winowajca. Poszukiwanie kozła ofiarnego jest sposobem na porządkowanie sobie świata. To wyłącznie ludzka przypadłość - dzięki niej świat idei odnajduje swój odpowiednik w rzeczywistości. si-tacuisses 2004-10-21 14:19:04 skomentuj (0) ence-pence nie zwiedziesz mnie. wiem, że pod piwną tęczówką chowasz czarne kanały źrenic. i nie mów, że nie znasz siły rażenia tych twoich min. co rusz na nie wpadam. kuka, mówisz, narysuj mi jabłko, i jeszcze jedno i jeszcze. dlaczego już nie chcesz? teraz włącz mi kołysanki, będziemy biegać przez bramę twoich nóg albo się pobawimy w ence pence: w której ręce trzymam swoją czerwoną kartkę? obserwujesz, testujesz szczelność granic, dla pewności groźnie kiwasz sobie palcem. a ja, oglądając spadający słoik z zupką, widzę stop-klatkę: mózg na krawężniku. nie płacz, już tatuś sprząta. si-tacuisses 2004-10-19 15:36:41 skomentuj (0) In Praise of Dreams Na imieniny dostałem "In Praise of Dreams" Garbarka. Pierwsze wrażenie - bardzo miłe. Wchodzi łatwo, kołysze, wręcz usypia. A potem myślę sobie tak: facet ma ambicje na dużą muzykę, przestrzenną, o symfonicznym brzmieniu i próbuje to zrobić dwoma instrumentami + delikatny syntezator. Nie wystarcza. Brzmieniowo jest nawet skromniej niż na "Visible World". A poza tym - gdzie jest stary, jazzowy Garbar? ECM wybił mu zęby, wypatroszył. si-tacuisses 2004-10-19 08:13:51 skomentuj (0) |
||||